W Polsce co roku ciążę roni około 40 tys. osób. NIK w swoim raporcie z lutego 2021 pokazuje, że prawa osób roniących i ich bliskich są w tym kraju regularnie i systemowo łamane. Projekt #Poroniłam to program wsparcia dla osób z doświadczeniem poronienia oraz kampania edukacyjno-społeczna, których celem jest: wsparcie osób, które z powodu systemowej luki nie otrzymały wsparcia lub padły ofiarą nadużyć w sytuacji ronienia,  edukacja specjalistek i specjalistów, pracujących z osobami roniącymi. 

Jaka wygląda polska rzeczywistość osób doswiądczających poronienia? 

 

STATYSTYKI: 

Poronienie to najczęstsza komplikacja ciąży. Około 20% ciąż kończy się właśnie poronieniem. Każdego roku w Polsce 40 tysięcy osób i 40 tysięcy ich partnerów i partnerek doświadcza poronienia (dane za: UNICEF, raport na temat martwych urodzeń, październik 2020). Prawa tych osób i ich bliskich, będące elementem nie tylko obowiązujących przepisów (Rozporządzenie Ministra Zdrowia w sprawie standardu organizacyjnego opieki okołoporodowej, 2018), praw kobiet, ale i praw reprodukcyjnych, które od 1968 roku uznawane są oficjalnie za prawa człowieka, są łamane. 

Raport NIK o opiece nad pacjentkami w przypadkach poronień i martwych urodzeń z lutego 2021 pokazuje to, o czym od dawna słyszymy od naszych pacjentek: większość szpitali w Polsce nie przestrzega standardów opieki okołoporodowej, ich realizacja nie jest w żaden sposób weryfikowana przez ustawodawcę, a ogólnikowość zapisu o potrzebie zapewnienia godnego ronienia sprawia, że placówki medyczne interpretują go w sposób dowolny lub zupełnie ignorują. 

 

DOŚWIADCZENIE: 

 Tę smutną rzeczywistość znamy nie tylko ze statystyk. Współpracujące z Fundacją osoby pracują w obszarze zdrowia seksualnego, reprodukcyjnego oraz psychicznego kobiet, główne obszary ich działań, to opieka okołoporodowa, profilaktyka depresji poporodowej i innych zaburzeń okołoporodowych, edukacja seksualna, praca z kobietami po doświadczeniu traumy i przemocy seksualnej oraz położniczej. W toku swojej pracy przekonaliśmy się o tym, że ronienie w Polsce jest często doświadczeniem poniżającym, traumatycznym i samotnym. Kobiety zgłaszają nam, że nie mają zapewnionej intymności, ani godnych warunków podczas ronienia, są umieszczane na salach wraz z kobietami w ciąży, na oddziałach wspólnie z kobietami i noworodkami, nie są informowane o przysługujących im prawach, ani o szczegółach procesu ronienia. Samo ronienie często odbywa się w obecności postronnych osób, do sedesów, plastikowych opakowań na odpady medyczne czy zwykłych słoików.

Roniącym ogranicza się dostęp do rzetelnych informacji na temat tego, co będzie się działo z ich ciałem oraz tego jakie leki i dlaczego są im podawane, tym samym przestają one być podmiotem działań medycznych.

Kobiety zgłaszają nam, że na oddziałach ginekologicznych, gdzie trafiają z rozpoznaniem tzw. poronienia zatrzymanego (wszystko jedno, czy fizjologicznego, czy wywołanego celowo, czyli w sytuacji aborcji farmakologicznej), nie dostają odpowiedniej ilości leków naskurczowych, więc poronienia nie postępują, co wymusza inwazyjną interwencję medyczną. Oferowane systemowo wsparcie (jednorazowe spotkanie z psychologiem na oddziale szpitalnym, o ile jest on dostępny w danej placówce, lub rozmowa z księdzem) nie jest wystarczające, często ma miejsce w obecności postronnych osób oraz w momencie, kiedy osoba roniąca nie jest gotowa na przyjęcie takiego wsparcia. Interwencje tego typu często prowadzone są też przez osoby nie pracujące na co dzień w obszarze trudności okołoporodowych i nie znające specyfiki takiej interwencji. Mamy też do czynienia z systemowym pomijaniem doświadczeń i związanych z nimi potrzeb partnerów i partnerek osób roniących.

 

SPOŁECZNE TABU

Sytuacje te każdego roku dotyczą nawet 80 tys. osób, mimo to, o poronieniu wciąż mówi się niewiele. Doświadczenie to objęte jest tak silnym społecznym tabu, że osoby roniące nie mają przestrzeni do podzielenia się swoimi emocjami i potrzebami, przez co często nie otrzymują potrzebnego wsparcia.

Jak wynika ze statystyk, 30% kobiet po poronieniu choruje na depresję, 40% wykształca objawy zaburzeń lękowych, a nawet 38% spełnia kryteria PTSD. Wpływ na to ma nie tylko samo doświadczenie utraty ciąży, ale również retraumatyzacja, do której dochodzi na szpitalnych oddziałach i w lekarskich gabinetach.

Jak wynika z naszych obserwacji, co potwierdzają też dane Fundacji Rodzić po Ludzku (pismo do NIK, wrzesień 2020), wiele nadużyć jest wynikiem braku konkretnych wytycznych, szkoleń i superwizji dla personelu medycznego, pracującego z osobami roniącymi. Jednocześnie, ściśle współpracując ze środowiskiem medycznym (m.in. Warszawski Uniwersytet Medyczny, Centrum Nauki o Laktacji), wiemy też, że wiele specjalistek_ów chętnie skorzystałoby z oferty profesjonalnych szkoleń.

 Czy inne podmioty podejmują już temat wspierania osób doświadczających poronienia?

W przestrzeni publicznej istnieją głównie katolickie podmioty, podejmujące ten temat, np. Stowarzyszenie Rodziców po Poronieniu, Wspólnota Rodziców po Stracie czy przyjmujące katolicką narrację Poroniłam.pl. Organizacje laickie, takie jak Fundacja Rodzić po Ludzku czy Fundacja Nagle Sami obejmują swoim zainteresowaniem temat poronień i wspierania rodziców, ale nie jest to główny obszar ich działań. Czujemy konieczność uzupełnienia tej oferty o nowe formy dotarcia oraz o kolejne, rzetelne dane i zalecenia. Przede wszystkim jednak widzimy potrzebę stworzenia przestrzeni dla treści do tej pory nie uwzględnianych w dyskursie na temat poronienia. Podstawowa różnica pomiędzy naszym programem, a materiałami dostępnymi w tej chwili, to fakt, że naszym celem jest rozpoczęcie wspierania jeszcze W TRAKCIE ronienia, co ma zasadniczy wpływ na minimalizacje negatywnych konsekwencji w obszarze psychicznym i fizycznym. Projekt jest skonstruowany też w taki sposób, aby osoby roniące wspierać zarówno bezpośrednio, jak i pośrednio.

Czy to dobry moment na podnoszenie kwestii praw osób roniących, kiedy trwa walka o prawa osób decydujących się na aborcję oraz osób LBGTQ+?

Należy pamiętać, że brak wsparcia w sytuacji ronienia dotyka też osoby trafiające do szpitala po aborcji farmakologicznej. Walka o prawa reprodukcyjne w Polsce nie będzie pełna, jeśli będzie się skupiać jedynie wokół osób rodzących żywe dzieci oraz osób decydujących się na aborcję. Naturalnym i niezbędnym krokiem jest zadbanie w tej walce również o poszanowanie praw osób, które swoje ciąże tracą. W tej grupie znajdują się również osoby LGBTQ+ oraz ich osoby partnerskie, aktualnie pomijane w społecznej narracji na temat poronienia.